Witam dziś chyba zmęczona choć emocje już opadają .
Opowiem Wam cały mój zwariowany dzień .
Wstałam rano ,wypuściłam dzieciaki do szkoły i pojechałam zawieść męża do pracy bo było mi dziś potrzebne auto.Wypiłam kawę u Teściowej ,mąż poszedł do pracy a ja wsiadłam do auta i wracałam bo miałam jechać do przychodni po skierowanie do szpitala do lekarza rodzinnego .No to jadę .Na trasie pod lasem stoją panie które dziś kusiły "bułeczkami z piersi " tak zalotnie że nie sposób było na nią nie spojrzeć .Przede mną jechał tir przed którym jechał traktor a za mną starszy pan.Zrobil się korek na drodze i trzeba było zahamować w momencie kiedy to pan jadący za mną zapatrzył się na ową kusicielkę i nie zauważył że ja hamuję .Zatrzymał mi się na ogonie pukając się po głowie.Takie rozproszenie uwagi mogło się źle skończyć !!!No ale zajechałam. Czekając w kolejce na przyjęcie zadzwonił telefon.
Obcy numer.Odebrałam a tam pielęgniarka szkolna z informacją ,że moja córka leży u niej na kozetce i że trzeba ją odebrać ze szkoły ponieważ ona jej sama nie puści bo podejrzewa zapalenie wyrostka.
Odpowiedziałam ,że dopiero w przeciągu pół godziny mogę dojechać po córkę bo sama jestem w przychodni poza miastem.Pani pielęgniarka napisała kartkę do wychowawcy o zwolnienie .Wychowawca zadzwonił do męża ponieważ mi w międzyczasie rozładował się telefon .Załatwiłam skierowanie ,ale lekarz wydał mi skierowanie do poradni a ja prosiłam do szpitala na zabieg i w tym zdenerwowaniu nie zauważyłam tego.Jak wracałam do Gniezna to bym koła pourywała .Ostatnią informacją którą usłyszałam w telefonie zanim się wyłączył było to że córka będzie na mnie czekać przy wyjściu głównym. Dojechałam do szkoły a po niej ani śladu .Pełna emocji wysiadłam z auta i zaczęłam jej szukać ale mąż zdążył dojechać i ją zabrał spod szkoły i spotkaliśmy się przy wyjeździe.
Marta przesiadła się do mnie i pojechałyśmy na SOR a tam jakaś masakra.Wyszła pani dyżurna i mówię jej że skierowała nas tutaj pielęgniarka szkolna bo podejrzewa zapalenie wyrostka bo córkę boli brzuch ale na skierowaniu napisała że konieczna wizyta u lekarza rodzinnego z powodu złego samopoczucia.Pani dyżurna prawie nas wyśmiała a kolejka do przyjęcia była mega długa a jeszcze patrol przywiózł jakąś poszkodowaną panią więc ........................
Czekałyśmy ,w pewnym momencie Marta mówi -mamo idziemy stąd .Ponieważ nie wyglądała na aż tak chorą i czuła się nieźle przystałam na jej prośbę i wróciłyśmy do domu .
W środy jeżdżę z synem ,który nosi aparaty na zajęcia do logopedy i jak wychodziłyśmy ze szpitala to pomyślałam że zdążę jeszcze z nim pojechać .Umawiamy się że Kuba zaraz po lekcjach szybko wraca do domu i jedziemy na zajęcia .
Czekam i czekam na niego ,w końcu zbliża się czas zajęć ,dzwonię do pani logopedy że dziś niestety nie dotrzemy bo Kuba nie wrócił jeszcze ze szkoły .Przeprosiłam panią i poszłam na poszukiwanie moich synów bo młodszy też już powinien być w domu. Zaszłam do samej szkoły a moi chłopcy w najlepsze grali sobie w piłkę na orliku a ja już miałam wizję ,że ktoś ich porwał itd...eh...Jakub zapomniał o logopedzie !!!!
Szli oboje marszem do domu potulni jak baranki :)
Pojechałam po męża ,wróciliśmy i odpoczywamy.
Podsumowanie dnia:
Ból brzucha córki okazał się wirusowy gdyż towarzyszy mu biegunka itd więc sprawę uważam za rozstrzygniętą ,
Lekcja u logopedy nie odbyła się .
Skierowanie miało być do szpitala a nie do poradni.
Nerwów ogrom .
Obiadu brak.
Eh...gdyby to był piątek trzynastego to bym wszystko zwaliła na pecha a tak ..................
MASAKRA, MASAKRA MASAKRA:))
OdpowiedzUsuńDobrze, że już po.., że dzień się kończy...oby jutro był lepszy, tego WAM życzę!!ODPOCZNIJ!
Zwariowany dzień..!
OdpowiedzUsuńNajbardziej jednak przeraża mnie to, 'co by było gdyby'. Gdybać nie chcę - niech córka ma się dobrze, ale jakby to jednak był wyrostek...to czytając co działo się na tym SORZE, to jestem trochę zdegustowana zachowaniem pani dyżurnej... :(((
ja też nie chciałabym już tam nigdy wracać!!!!
Usuńdla pewności jutro zrobimy usg i badania ale już w prywatnym gabinecie niestety:(
ale miałaś dzień ...jednak zrób córce badania bo zapalenie wyrostka ma różne objawy.pozdrawiam
OdpowiedzUsuńBywają takie dni... ale dobrze gdy kończą się dobrze. :)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam i życzę aby się nie powturzył taki dzień :)
No niestety nieraz tak jest, ja takie zawirowania mam przeważnie w jakies parzyste dni i wt. czw. sob, nigdy w pt 13-go, a ostatnio tez chodziło za mna jakies fatum, ale juz poszło precz!!
OdpowiedzUsuńOch to Twoje Anioły miały co robić. To szczęście, że wszystko dobrze się skończyło. Pozdrawiam
OdpowiedzUsuńNie zazdroszczę, Basiu, nie zazdroszczę... Pozdrawiam
OdpowiedzUsuńAle moja droga miałaś dzień!! Rzeczywiście pełen nerwów i strasznych rozterek. Ale jak widzę, śmiało sobie poradziłaś i coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że kobietom nic, co ludzkie, nie jest obce! Zawsze dajemy radę:)
OdpowiedzUsuńTakie życie Basiu tsunami przaplata się ze spokojem i ciszą... a kysz niech ten dzień idzie w zapomnienie. Odetchnij i wyglądaj z optymizmem jutra . Buziaki.
OdpowiedzUsuńDużo spokoju, zdrówka i pomyślności :*
OdpowiedzUsuń