***
w dniu narodzin w mym ciele wbudowano kamień węgielny
pod budowę osobistej świątyni
na początku posadzono w niej kilka ziarenek
wiarą nadzieją i miłością zwane
świątynia z każdym dniem przybierała na sile
coraz bardziej lśniła
stała się niewidzialna a jednak istniała
po dziś dzień istnieje
coraz bardziej mnie zadziwia tajemniczością
i choć jest niewidzialna
to czasem wymykam się z ciała
biegnę na sekretne spotkanie
uchylam graniczne wrota
przechodzę przez cień bycia
zamykam się w swojej świątyni
rozmyślam ...
wznoszę się poza przestrzeń odczuć
upajam zmysły pięknem serca
kryształową poświatą dotykam myśli
czuję że żyję
że żyję nie tylko w ziemskiej orbicie
ale żyję też szeptem mojej intymnej świątyni
w której w habicie człowieczeństwa
dosięgam wzniosłych wrażeń
ta świątynia to moja dusza
która jest lustrem mojego istnienia...B.M.

Piękna jest Twoja świątynia, Basiu.
OdpowiedzUsuńPiękne życie.
OdpowiedzUsuńCudnie , aby każdy miał taką piękną duszę. Pozdrawiam serdecznie.
OdpowiedzUsuńprzepięknie napisane :)
OdpowiedzUsuńPoza marginesem czasu i przestrzeni kryją się nasze świątynie; tabernakulum miłości, cierpienia, radości, rozpaczy...wszystkiego, co zmaga nasze serca... Serdeczności życzę (zazdroszczę Tobie, Basiu droga, lekkiego pióra) <3
OdpowiedzUsuńCud ! Po prostu cud !!! Jesteś prawdziwą artystką. Pozdrawiam serdecznie :))
OdpowiedzUsuń