***
było około osiemnastej
w watykańskiej bazylice trwało niedzielne nabożeństwo
w rodzimym języku
przysiadłam sobie na bocznym krzesełku
wsłuchując się w ciąg wymawianych modlitw czytań ...
zamyśliłam się
myśli zupełnie odpłynęły
a mój wzrok powędrował
i utkwił w jednym górnym oknie tuż przy głównej kopule
dla moich oczu był to widok wyjątkowy
gdyż tylko w tym oknie
widziałam różowiejące niebo
taki blask jakby tęczy
i choć wydaje mi się że to moja imaginacja
miałam wrażenie
że widzę tam mojego Ukochanego Ojca
odzianego w lśniące papieskie białe szaty
poczułam jak macha do mnie
uśmiechnęłam się onieśmielona
z zawstydzenia spuściłam głowę
a kiedy znów wzrok podniosłam
to miejsce w którym zanurkowały źrenice
było już atramentem deszczowego wieczoru pokryte ...
wiem że to niemożliwe
tłumaczę sobie że to wyobraźnia
napisała swój scenariusz ...
ale to chyba znaczy że tak bardzo chciałam poczuć ...dotknąć ...
tego miejsca w którym wciąż żywe są Twoje ślady
w którym wciąż czuć bicie Twojego serca ...B.M.
...niestety nie udało mi się zrobić zdjęcia tego okna gdyż trwała Msza i watykańscy strażnicy bardzo pilnowali żeby nie robić zdjęć ...a widok był naprawdę wyjątkowy który głęboko zapisał się w moim sercu ...


Nic dziwnego, że byłaś poruszona, udział we mszy w takim miejscu to może być prawdziwie mistyczne przeżycie!
OdpowiedzUsuńBasiu, wydaje mi się, że takie widoki są zarezerwowane dla tych, którzy głęboko wierzą... Ja, choć nie mam się za taką, uwielbiam wstawać przed jutrzenką i wyczekiwać wschodu słońca. Czasami obdarza mnie takimi widokami, że trudno pojąć, by było to prawdziwe. Innym razem mam wrażenie, że owe refleksy Bóg przygotował tylko dla mnie, nawet jeśli miliony oczu spogląda w niebo w tej samej chwili... Serdecznie pozdrawiam i dziękuję za Twoją obecność :)))
OdpowiedzUsuńOsobowość Ojca zostawiła trwałe ślady w naszych sercach. Cudne niezapomniane przeżycie. Pozdrawiam Basiu.
OdpowiedzUsuń