...

...

czwartek, 5 maja 2016

ogień...


***

dwa obce spojrzenia
dwa inne serca
dwie inne dusze
i inne dłonie
rozpaliły ogień na dwóch różnych zagonach istnienia
im dłużej ogień płonął zbliżały się do siebie dwa ciała
scalał emocje
rozwijał wspólne myśli
szybował w przestworzach w akcie splotu źrenic
wodzące na pokuszenie szepty
nakłaniają zmysły
by wciąż szukać chrustu
by do ognia dokładać 
żeby skóra wciąż mrowiała
a w żyłach by wciąż płynąć mogła gorąca lawa
co w brzuchu łaskotaniem motyli się wije
uginające się kolana 
tańczą czasem z huraganem świata
czasem w gęstej mgle poszukują drogi
nierzadko wiedziona niesłyszalną muzyką 
balansuję na granicy mroku i światła 
i choć czasem walczę jak lwica 
mój płomień przygasał...
ale póki w nas tkwi moc i siła
nie pozwolimy mu zgasnąć
 i choćby trzeba było  przeszukać wszechświat
i wszystkie tajemne  zakątki 
w poszukiwaniu magicznej zapałki 
uczynię to 
bo mój ogień nigdy nie zagaśnie ...B.M.



3 komentarze:

  1. Piękny wiersz, Basiu, bardzo wymowny... Niech ten płomień nigdy nie zgaśnie...
    Pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Zgadzam się z Małgosią, co też już niejednokrotnie pisałam; Twoje wiersze są nad wyraz wymowne, czasem przyprawiają o rumieńce

    OdpowiedzUsuń
  3. Wzruszenie chwyta za serce i w oku się szkli...też tak balansuję i się nie uginam pod naporem ... i podtrzymuje mój ogień nadziei. Buziaczki Basiu i dziękuję za takie wzruszenie

    OdpowiedzUsuń

bardzo dziękuję za pozostawione odczucia ,
bardzo mi miło ,
szeptem serca pozdrawiam :-)