***
dwa obce spojrzenia
dwa inne serca
dwie inne dusze
i inne dłonie
rozpaliły ogień na dwóch różnych zagonach istnienia
im dłużej ogień płonął zbliżały się do siebie dwa ciała
scalał emocje
rozwijał wspólne myśli
szybował w przestworzach w akcie splotu źrenic
wodzące na pokuszenie szepty
nakłaniają zmysły
by wciąż szukać chrustu
by do ognia dokładać
żeby skóra wciąż mrowiała
a w żyłach by wciąż płynąć mogła gorąca lawa
co w brzuchu łaskotaniem motyli się wije
uginające się kolana
tańczą czasem z huraganem świata
czasem w gęstej mgle poszukują drogi
nierzadko wiedziona niesłyszalną muzyką
balansuję na granicy mroku i światła
i choć czasem walczę jak lwica
mój płomień przygasał...
ale póki w nas tkwi moc i siła
nie pozwolimy mu zgasnąć
i choćby trzeba było przeszukać wszechświat
i wszystkie tajemne zakątki
w poszukiwaniu magicznej zapałki
uczynię to
bo mój ogień nigdy nie zagaśnie ...B.M.

Piękny wiersz, Basiu, bardzo wymowny... Niech ten płomień nigdy nie zgaśnie...
OdpowiedzUsuńPozdrawiam serdecznie:)
Zgadzam się z Małgosią, co też już niejednokrotnie pisałam; Twoje wiersze są nad wyraz wymowne, czasem przyprawiają o rumieńce
OdpowiedzUsuńWzruszenie chwyta za serce i w oku się szkli...też tak balansuję i się nie uginam pod naporem ... i podtrzymuje mój ogień nadziei. Buziaczki Basiu i dziękuję za takie wzruszenie
OdpowiedzUsuń